Franki, euro, złotówki…

Nieruchomości | 9/2019
Moduł: nieruchomości
DOI: 10.32027/NIER.19.9.12
Lidia Kośnik

Każdy, kto zmierzył się ze sprzedażą nieruchomości obciążonej hipoteką banku z tytułu kredytu walutowego, chciałby z pewnością wymazać ten epizod ze swojej pamięci. Tzw. frankowicze, którzy kupili nieruchomość z pomocą kredytu na poziomie 80–100% ceny, w przypadku konieczności jej aktualnej sprzedaży, muszą niestety zaprzyjaźnić się z kalkulatorem i ustawić sobie w komputerze stronę z kursami walut jako priorytetową, w celu jej codziennego monitorowania.


Każdy, kto zmierzył się ze sprzedażą nieruchomości obciążonej hipoteką banku z tytułu kredytu walutowego, chciałby z pewnością wymazać ten epizod ze swojej pamięci. Tzw. frankowicze, którzy kupili nieruchomość z pomocą kredytu na poziomie 80–100% ceny, w przypadku konieczności jej aktualnej sprzedaży, muszą niestety zaprzyjaźnić się z kalkulatorem i ustawić sobie w komputerze stronę z kursami walut jako priorytetową, w celu jej codziennego monitorowania.
Przeprowadzałam transakcję sprzedaży nieruchomości z kredytem w CHF, gdzie strona kupująca również korzystała z kredytu. Takie operacje robimy wielokrotnie. Przy zestawieniu – spłata kredytu w PLN kredytem w PLN nie stanowi to żadnego problemu. Zupełnie inaczej temat wygląda przy spłacie kredytu CHF kredytem w PLN. Wszystko można jeszcze spokojnie ułożyć, gdy cena transakcyjna pokrywa się z wartością kredytu, lecz przy kredytach frankowych kredyt jest często wyższy od ustalonej ceny transakcyjnej. I co wtedy? Mój klient, właściciel sprzedawanej nieruchomości, pobrał zaświadczenie z banku stwierdzające, jaką ma jeszcze wartość kredytu do spłacenia. Oczywiście zaświadczenie zawierało kwotę wyrażoną w walucie kredytu, czyli w tym przypadku w CHF. Na dzień umowy przedwstępnej, kiedy obie strony stawiły się już u notariusza okazało się, że kurs „skoczył” i na dzień wydania zaświadczenia transakcja niestety nie domykała się (wartość zadłużenia przewyższyła cenę transakcyjną). Jako osoby z pozytywnym nastawieniem szukaliśmy rozwiązania. A może by tak wygenerować z konta nowe zaświadczenie, które uwzględni spłaconą w międzyczasie ratę? Próbujemy, dzwonimy do doradcy w banku. Niestety, bank przejął kredyt naszych klientów w innym banku i nie dostosował automatycznie drukowanych formatek. Ponadto dowiedzieliśmy się, że banki obecnie, w ramach optymalizacji swoich kosztów, swoje centra wydawania zaświadczeń i dokumentacji mają przeniesione do różnych miejsc Polski i czas oczekiwania na dostarczenie oryginalnego zaświadczenia może potrwać nawet do 2 tygodni. Nie trudno się domyśleć, że 14 dni dla kursu franka to prawdziwa przepaść niestabilności! Pozostał zatem plan C. Właściciel musiał nadpłacić swój kredyt w takiej wysokości, aby zabezpieczyć ewentualnie zmiany kursu. Jednak i w tej sytuacji pojawiła się pewna techniczna bariera. Jak się bowiem okazuje nadpłacenie kredytu nie jest zwyczajną dyspozycją, lecz ma walor nadzwyczajności wyrażony skierowaniem takiego wniosku do banku z 3-dniowym wyprzedzeniem. Sama gotowość kredytobiorcy i wpłacenie środków na konto nie wystarczy. I oczywiście po zrealizowaniu takowej wpłaty i przejściu całej procedury należy wystąpić o nowe zaświadczenie do banku uwzględniające już aktualny stan zadłużenia. Czas oczekiwania do 14 dni! Szczęśliwie, biorąc nawet pod uwagę fakt, że klient musiał specjalnie przyjechać z zagranicy i doszła nam jeszcze kwestia logistyczna, udało nam się przy drugim podejściu umowę przedwstępną podpisać, ponieważ kurs CHF/PLN nam tego dnia po prostu sprzyjał. Jednak napis „META” zasłaniał nam jeszcze jeden zakręt, a mianowicie umowa końcowa sprzedaży i powtórzenie procedury od początku. Bo przecież nasi kupujący dostali kredyt w złotych polskich, a spłacić nim mieli kredyt we frankach i bank zafundował nam kolejne zadanie matematyczne, gdzie główną niewiadomą naszego równania był kurs CHF. Instytucję wróżki pominęliśmy – może niesłusznie. Wniosek, jaki nasunął mi się po przeprowadzeniu tej transakcji, można zapisać następująco – naprawdę nie trzeba uprawiać hazardu i odwiedzać kasyn, wystarczy kredyt walutowy i najlepiej w banku, który zostanie w międzyczasie przejęty przez inny bank, bez łączenia systemów informatycznych. A ty drogi Kliencie pamiętaj – w XXI wieku, w dobie globalizacji, informatyzacji i Bóg wie jeszcze jakich nowości telekomunikacyjnych, na porządne zaświadczenie trzeba poczekać 14 dni, a matematyka królową nauk jest! Bo przecież po coś te równania z niewiadomą w szkole kiedyś rozwiązywaliśmy!