Czy leci z nami pilot?

Nieruchomości | 2/2020
Moduł: nieruchomości
DOI: 10.32027/NIER.20.2.13
Lidia Kośnik

Zdarzyło mi się niedawno współpracować z przesympatycznymi ludźmi, którzy urzekli mnie metaforą opisującą naszą współpracę – „Pani pilot, bo my chcielibyśmy bezpiecznie wylądować, słyszeliśmy od naszej znajomej, że możemy na Panią liczyć”. Okazuje się jednak, że nie posiadając stosownych papierów „pilota” można sprostać i takiemu wyzwaniu!


Każde zlecenie dla agenta nieruchomości wiąże się z oczekiwaniami zleceniodawcy, że np. rozwiąże jakiś problem, uwolni od pracy, której nie lubię robić, pozwoli prowadzić normalne życie, doradzi, wytłumaczy zawiłe kwestie umów przedwstępnych, zadatków, zaliczek, służebności, dożywocia, niezrozumiałych wpisów w księdze wieczystej, tajemniczych wzmianek, które trzeba odszyfrować, obciążeń na nieruchomości, spłacania długów właścicieli itp. itd. Ale różni klienci mają w swoich głowach różne obawy oraz przekonania i szukają kogoś, kto zminimalizuje ryzyko, że w trakcie sprzedaży lub wynajmu coś pójdzie nie tak. Jedna z takich sytuacji miała miejsce kilka tygodni temu, gdy klienci mieli wyzwanie z najemcą. Podpisali na szczęście rekomendowaną przeze mnie bezpieczną umowę najmu okazjonalnego i ostatecznie zadbaliśmy o wystarczającą kaucję, co pozwoliło im zakończyć współpracę w najlepszy, możliwy w tej sytuacji dla nich sposób. Sami przyznali, że dzięki temu czuli się bezpiecznie i mieli kontrolę nad przebiegiem mediacji. Czasem trzeba też odrzucić niektóre rozwiązania, aby nie doszło do katastrofy przy finalizacji (lądowaniu). Nie każdy sprzedający jest otwarty na sprzedaż klientowi posiłkującemu się kredytem. I warto to wiedzieć już na początku współpracy. I albo te obawy rozwiejemy i przekonamy kogoś do zmiany przekonań albo należy je mieć na uwadze przy dalszych etapach. Dla osób, które na co dzień nie mają do czynienia z nieruchomościami przejście przez cały proces wydaje się często wyzwaniem ponad ich siły. Przepisy nieustannie się zmieniają. Z roku na rok przybywa chociażby dokumentów, które należy pobrać z urzędów do przeprowadzenia transakcji i przy niektórych transakcjach naszym klientom jeży się włos na głowie, gdy dowiadują się o ich licznie i miejscach, gdzie mają pozyskać wszystkie wymagane dokumenty. Postrach budzą zawsze (w szczególności przy sprzedaży mieszkań w dużych miastach) zaświadczenia o lasach i rewitalizacji, które coraz częściej są niezbędne do sprzedaży nieruchomości. Dlatego zdecydowana większość klientów, z którymi współpracuję woli udzielić mi pełnomocnictwa, aby w ich imieniu to wszystko zebrała i uwolniła ich od wizyt w urzędach i instytucjach, szczególnie, że otwarte są one w określonych godzinach zazwyczaj pokrywających się z godzinami wspomnianych klientów. Rolą zatem tytułowego pilota jest też szukanie lądowania awaryjnego, gdy coś pójdzie nie tak. Zdarzało nam się już poszukiwanie dokumentów będących w posiadaniu listonoszy i dosłowne wpadanie na akt notarialny w ostatniej chwili. Nie tak dawno przy sprzedaży nieruchomości przyjechaliśmy z właścicielem do kancelarii i na powitanie notariusz pokazał nam wzmiankę, jaka pojawiła się ostatniego dnia w księdze wieczystej. Mieliśmy dosłownie godzinę na sprawdzenie w sądzie, czego ona dotyczy, bo bez tego nasza transakcja nie doszła by do oczekiwanego skutku. W takich sytuacjach nasz klient potrzebuje kogoś zdecydowanego u swojego boku, kto powie mu dokładnie, że robimy to i to. Dlatego czasami czuję się w swojej pracy jak agent/pilot do zadań specjalnych. W takich sytuacjach liczy się nasze wieloletnie doświadczenie zebrane ze wszystkich przeprowadzonych transakcji. I może czasem nie od razu za pierwszym podejściem, ale liczy się fakt, że lądowanie zakończyło się bezpiecznie i z sukcesem. Bo każdy lot, czy to dla osób, które mają strach przed wsiadaniem do samolotu, czy go nie mają, ma być bezpieczny. Pani pilot melduje wykonanie zadania!