Pomyłka przy wyliczaniu terminu na wycinkę

A A A

Sądowym rozstrzygnięciem zakończył się spór pomiędzy właścicielem działki, który zdecydował się na wycinkę drzew, a urzędem miasta, według którego do usunięcia roślin doszło nielegalnie. W sprawie chodziło o dotrzymanie terminu przewidzianego na cięcie.


Właściciel nieruchomości, chcąc zastosować się do obowiązujących przepisów, wystąpił do urzędników ze stosownym wnioskiem. W odpowiedzi od prezydenta miasta, zgodnie z aktualnymi procedurami, dowiedział się, że wyznaczono termin oględzin działki i roślin. W myśl obowiązujących przepisów (art. 83f ust. 8 ustawy z 16.4.2004 r. o ochronie przyrody, tekst jedn. Dz.U. z 2019 r. poz. 55) z wycinką powinien odczekać 14 dni od owych oględzin. To czas, jaki jest przewidziany dla włodarzy miasta na ewentualne wniesienie sprzeciwu i nakazanie ubiegania się o pozwolenie na wycinkę. Brak takiej informacji od urzędników w wyznaczonym czasie oznacza, że właściciel może legalnie dokonać wycinki.

Umówione oględziny odbyły się zgodnie z planem, a w ich efekcie na działce zinwentaryzowano 33 drzewa. Większość z nich (25) wymagało zgłoszenia do wycinki, a pozostałe można było usunąć bez tych formalności, były bowiem jeszcze zbyt małe i nie obejmowały ich regulacje prawne. Jednak pomimo takiego obrotu sytuacji właściciel przez 2 tygodnie nie doczekał się żadnego urzędniczego pisma i w dniu, w którym upływało 14 dni od oględzin, dokonał wycinki. Prezydent miasta uznał, że mężczyzna zbytnio się pospieszył, że wycinka była nielegalna i że w związku z powyższym na właściciela nieruchomości zostanie nałożona kara w wysokości 54 tys. zł.

Wezwany do zapłaty nie zgodził się z takim stanem rzeczy i skierował sprawę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Rzeszowie. Składając skargę na decyzję prezydenta miasta argumentował, że po pierwsze z jego obliczeń wynika, iż dochował terminu przewidzianego przepisami – wdrożył działania związane z usunięciem drzew czternastego dnia od oględzin. Po drugie właściciel nieruchomości twierdził, że drzewa nie były objęte ochroną prawną, a co za tym idzie z dużym prawdopodobieństwem urząd miasta i tak formalnie nie sprzeciwiłby się wycince.

Pomimo takiej argumentacji SKO stanęło po stronie władz miasta. Z wyliczeń organu wynikało, że jeśli do oględzin doszło 13 lutego, czas jaki urzędnicy mieli na wystosowanie pisma upływał 27 lutego włącznie. Wycinając drzewa w tym dniu, zdaniem SKO mężczyzna zbytnio pospieszył się z działaniem. Co więcej, organ odwoławczy stwierdził, że jeśli mężczyźnie tak bardzo spieszyło się z usunięciem roślin, mógł skorzystać z opcji wystąpienia o wydanie przez magistrat zaświadczenia dotyczącego braku sprzeciwu w stosunku do wycinki, a jednak ten tego nie zrobił, co w opinii SKO świadczyło o jego niekoniecznie dobrych intencjach. W opinii organu w zaistniałej sytuacji nie mogło być mowy o tzw. milczącym załatwieniu sprawy, bowiem właściciel nieruchomości nie miał prawa, ani żadnych przesłanek by stwierdzić, jakie stanowisko w sprawie wycinki zajmie urząd.

Właściciel nie zgodził się z takim werdyktem SKO, a spór trafił na wokandę Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie. W wyroku z 16.12.2019 r. (II SA/Rz 1033/19) organ uchylił zaskarżoną decyzję SKO i decyzję prezydenta miasta. Sąd zauważył, że w omawianym przypadku bardzo istotny był fakt, że usunięcie drzew przez skarżącego na własnej posesji nastąpiło po zgłoszeniu urzędnikom, a więc za ich wiedzą i nie kwalifikowało się do skierowania sprzeciwu. Co prawda zgodził się z magistratem i SKO co do tego, że właściciel powinien był poczekać z wycinką jeszcze minimum jeden dzień, ale w ocenie sądu sytuacja skarżącego w zakresie sankcji nie może zostać przyrównana z taką, w której drzewa usunięte zostały bez uprzedniego zgłoszenia, a więc w warunkach samowoli, z lekceważeniem istniejących przepisów. W uzasadnieniu do wyroku sąd podkreślił, że bez sprzeciwu miasta drzewa i tak zostałyby usunięte z posesji, a w związku z tym nie zostały naruszone zarówno cele, jak i zasady ochrony przyrody, które leżą u podstaw wymiaru kar administracyjnych za usunięcie drzew bez zezwolenia.

W kwestii niedotrzymania przez właściciela posesji terminu WSA stwierdził, że mogło do tego dojść na skutek błędnego wyliczenia daty uprawniającej do wycinki, co wiązało się z niepełną informacją zawartą w zawiadomieniu o terminie oględzin. Co więcej sąd stwierdził, iż w omawianym przypadku niedotrzymanie terminu miało charakter znikomej wagi naruszenia prawa, która jest przesłanką wydania decyzji o odstąpieniu przez organ administracji publicznej od nałożenia administracyjnej kary pieniężnej.


Ocena artykułu:
Oceniono 0 razy
Oceniłeś już ten artykuł.
Artykuł został oceniony.
Podziel się ze znajomymi
Artykuł:
Pomyłka przy wyliczaniu terminu na wycinkę
Do:
Od:
Wiadomość:
Zaloguj się lub zarejestruj, aby dodać komentarz.
 
Wyrok V CSK 283/10
Obliczanie terminu przedawnienia roszczenia o zachowek
Zamów
 

Prenumerata

Moduł tematyczny