Pomimo sezonu budowlanego – rośnie liczba bankructw

A A A

Budownictwo infrastrukturalne cierpi obecnie na brak zleceń, w energetyce – dopiero zbierane są środki na inwestycje, nadzieją miały być duże zlecenia na kolei – mówiło się wręcz o powszechnym przebranżowieniu pod hasłem „wszyscy budują tory”. Nic takiego nie ma miejsca – kolej ma problemy z wydatkowaniem i rozliczeniem środków z poprzedniej perspektywy, nie ma więc na razie mowy o wysypie zleceń w tym segmencie rynku.

 

 

Jak mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu Towarzystwa Ubezpieczeń Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka: „Pomimo zmniejszenia się r/r rynku zleceń na usługi budowlane o ok. 15% (za GUS), sytuacja nie jest jednoznaczna. Równocześnie docierają do opinii publicznej informacje o dużym popycie na maszyny budowlane, a nawet o ich braku, podobnie z wykwalifikowana kadrą i kosztami jej zatrudnienia – firmy narzekają na problemy z tym związane. Nie jest to wiec początek kryzysu całej branży, a raczej świadectwo trudniejszych chwilowo warunków, które wraz z przyjętymi rozwiązaniami formalnymi sprzyjają koncentracji rynku usług budowlanych, wypierania z niego firm mniejszych i regionalnych przez firmy największe, które w tym samym czasie chwalą się wzrostem portfela zamówień nawet rzędu 30–40%. Problem firm budowlanych uderza w ich dostawców – pomimo spadku upadłości w przemyśle ogółem, nie zmniejsza się skala problemów firm producentów dla budownictwa – wyrobów z betonu, plastikowych, konstrukcji stalowych etc.

Przetargi nie są rozstrzygane, dlatego nawet duże firmy starają się o małe przy ich skali działalności prace – ale właśnie ze względu na tę skalę są bezkonkurencyjne kosztowo, wygrywają tym samym z firmami mniejszymi, regionalnymi i lokalnymi. Nie są to jedynie firmy najmniejsze – to właśnie z sektora budowlanego pochodziła firma o największym obrocie wśród bankrutujących przedsiębiorstw (ok. 200 mln zł.)”.

Dlaczego duże firmy zmuszone są wchodzić na rynki inwestycji lokalnych? Michał Modrzejewski, Dyrektor Analiz Branżowych w Euler Hermes ocenia: „Rządzący przyczyniają się do destabilizacji, rozchwiania rynku brakiem równomierności w napływie zleceń. Brakuje planowania na dekadę, czegoś odpowiadającego wyśmiewanym niegdyś „pięciolatkom”. Plany oczywiście są, ale brak konsensusu politycznego w ich realizacji sprawia, że są one ciągle tworzone przez aktualnie rządzących od nowa, a dodatkowo na bieżąco mamy do czynienia z przesuwaniem środków co rok-dwa do „swoich” województw. W efekcie w jednych latach prace budowlane kumulują się, a w innych ich brakuje, nierównomierny jest tez ich rozkład w skali kraju.”

Gdy zamawiający odeszli od jedynego kryterium ceny – na co wszyscy narzekali, postawiono w większym stopniu na kwestie jakości gwarantowanej przez oferentów. Jakości rozumianej najprościej, mierzonej długością gwarancji – i nie trzeba dodawać, że małe firmy nie mają szans konkurować w tym względzie z tym największymi. Małe firmy nie otrzymają gwarancji 13, czy nawet 10 letnich. W ogóle wymaganie tak długich gwarancji – jako jedynego kryterium jakości jest łatwe, ale absurdalne – po pierwsze naturalne jest, że na wielu intensywnie użytkowanych drogach prace remontowe przeprowadza się już po 5–10 latach. Po drugie – obecna perspektywa budżetowa UE jest ostatnią tak hojną dla naszego kraju, dlatego naprawdę nie wiadomo w jakiej kondycji będą firmy budowlane za 10 lat. Najrozsądniejsze byłoby kryterium jakości oparte na podstawie oceny dotychczasowych dokonań danej firmy, ale jak zawsze w Polsce wszystko, co uznaniowe budzić będzie podejrzenia o korupcję.

 

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Ocena artykułu:
Oceniono 0 razy
Oceniłeś już ten artykuł.
Artykuł został oceniony.
Podziel się ze znajomymi
Artykuł:
Pomimo sezonu budowlanego – rośnie liczba bankructw
Do:
Od:
Wiadomość:
Zaloguj się lub zarejestruj, aby dodać komentarz.
 
Wyrok V CSK 283/10
Obliczanie terminu przedawnienia roszczenia o zachowek
Zamów
 

Prenumerata

Moduł tematyczny