Dlaczego i po co pisze się glosy, czyli dwanaście uwag dla debiutujących autorów komentarzy do orzeczeń sądowych

Dlaczego i po co pisze się glosy, czyli dwanaście uwag dla debiutujących autorów komentarzy do orzeczeń sądowych

Monitor Prawniczy | 11/2005
Moduł: prawo cywilne
Ewa Łętowska

1. Niezależnie od tego, co się pisze, trzeba mieć coś do powiedzenia, no i umieć to przekazać czytelnikowi. Jeżeli więc młody adept pisze komentarz w ten sposób, że obszernie, na kilku stronach streszcza „ciurkiem” przebieg sprawy (łącznie z obiegiem pism procesowych), a potem pisze, że mu się wyrok nie podoba i opatruje to kilkoma zdawkowymi ogólnikami - to taki utworek nie jest jeszcze glosą. Brakuje tu bowiem własnego wkładu komentatora, który, owszem, orzeczenie przeczytał i je streścił, ale bynajmniej nie pokazał, że sam ma na ten temat do powiedzenia, coś, co byłoby warte druku. Bo komentarz to nie zbiór arbitralnych stwierdzeń („ładne” - „brzydkie”; „trafne” - „nieprzekonywujące”; „słuszne” - „niesłuszne”). Komentarz musi zawierać wywód, a więc mówić dlaczego komentator tak sądzi; pokazać punkt wyjścia rozumowania i jego przebieg: czytelnik „musi móc” to skontrolować. Wreszcie wywód dochodzi do konkluzji, oczywiście odnoszącej się do glosowanego orzeczenia. To wcale nie jest łatwe, zwłaszcza, że standardowa glosa ma od 5 do 8 stron. Glosa wymaga dyscypliny pisarskiej i treściwości; jest to pisarstwo „gęste”. Wodoleje nie mają czego szukać jako autorzy glos.

2. Glosa - to komentarz, będący nośnikiem dialogu między sądami i doktryną prawa. Sądy są władzą i orzekają w wiążący sposób. Same jednak podlegają ocenie. To doktryna (przede wszystkim za pośrednictwem glos właśnie) ocenia, czy sądy robią to właściwie. Sędziowie mają z glosy dowiedzieć się, że ich orzeczenia są czytane (element społecznej kontroli). Że nie mogą pisać byle czego i byle jak - bo zostaną przyłapani, jak w pokerze: „my cię sprawdzamy”. Z glosy dowiadują się o błędach swoich [...]