Dlaczego Michael Jackson zarabiał i zarabia więcej niż Albert Einstein? – czyli refleksja o say on pay w prawie spółek jako źródle kłopotów

Monitor Prawa Handlowego | 1/2014
Moduł: prawo handlowe
Michał Romanowski

Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ksiądz Jan Twardowski powiadał, że „Mówi się, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami, ale dobrymi wysiłkami wybrukowane jest niebo”. Powiedzenie to nasunęło mi się, gdy przystąpiłem do lektury projektu Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie zmiany Dyrektywy 2007/36/WE w zakresie zachęcania akcjonariuszy do długoterminowego zaangażowania oraz zmiany dyrektywy 2013/34/UE w zakresie określonych elementów oświadczenia o stosowaniu zasad ładu korporacyjnego w części dotyczącej konstrukcji tzw. say on pay („wypowiedz się co do wynagrodzenia”). Lektura była podyktowana nie tylko ciekawością czy obowiązkiem osoby zajmującej się naukowo prawem spółek, ale także koniecznością wydania opinii, która miała być przesłanką zajęcia stanowiska przez polski rząd. Nie kwestionuję, że cnotą jest, aby piąć się mozolnie po schodach brukowanych dobrymi chęciami, ale cnotą, a w legislacji jako narzędzia chirurgii społecznej, obowiązkiem jest refleksja czy są to schody do nieba bram czy też highway to hell… Autorzy i promotorzy „say on pay” najwyraźniej nie dostrzegają, że zamiary i najszlachetniejsze intencje nie są wystarczające do osiągnięcia celu, jeżeli zaprojektowane działanie nie będzie skuteczne. Dobre chęci to niekwestionowana zaleta. Jednak w oderwaniu od pragmatyzmu wolnego od ideologii odwołującej się do sprawiedliwości społecznej, bywają one nierzadko źródłem kłopotów. Mam nadzieję, że projektowana regulacja nie przyniesie więcej szkody niż pożytku pozostając w najlepszym razie prawem „papierowym”, czyli zwanym uczenie lex imperfecta (mniejsza z tym, że w sposób niezamierzony).