O istnieniu nieistniejących uchwał – czyli o bólu istnienia jak w „Dniu świra” w ujęciu Sławomira Mrożka

A A A

Problem potrzeby wyróżniania uchwał nieistniejących od uchwał nieważnych jest przedmiotem sporu od ponad 20 lat. Ma on fundamentalne znaczenie dla praktyki obrotu, która ma prawo oczekiwać znalezienia funkcjonalnego rozwiązania. Stawką jest stabilizacja stosunków wewnętrznych w spółce ze skutkami dla bezpieczeństwa jej wierzycieli. Proste rozwiązanie w postaci uznania, że nie istnieją uchwały nieistniejące, a ich eliminacja z obrotu następuje w trybie unieważniania uchwał, jak dowiodło życie spółek, prowadzi do jeszcze większych komplikacji. Stopień złożoności życia spółek jako organizmów prawnych i gospodarczych dowodzi, że istnienie uchwał nieistniejących ma sens i wartość. Rozwiązaniem nie jest więc zwalczanie istnienia uchwał nieistniejących, skoro one istnieją, ale poszukiwanie ostrego kryterium wyróżnienia uchwał nieistniejących od uchwał unieważnialnych. Takim kryterium jest brak występowania w ich przypadku oświadczenia woli wspólnika. W tym ujęciu przypadki uchwał nieistniejących będą bardzo nieliczne, co zabezpiecza przed ich nadużywaniem dla obejścia konstrukcji zaskarżalności uchwał zgromadzeń spółek kapitałowych. Uchwały nieważne wzruszalne będą to zatem uchwały podjęte, które wymagają eliminacji z obrotu prawnego mocą orzeczenia sądowego z powodu ich ujemnej oceny. Uchwały nieistniejące są to po prostu uchwały niepodjęte, które próbuje się wprowadzić do obrotu prawnego.

„To be or not to be” – może powtórzymy angielski?

Problem uchwał nieistniejących nurtuje mnie za sprawą praktyki i orzecznictwa od 20 lat1. Niestety nadal jest on nierozwiązany w sposób satysfakcjonujący, pomimo że orzecznictwo pod rządami Kodeksu handlowego i Kodeksu spółek handlowych dostrzega potrzebę wyróżniania uchwał nieistniejących. Kiedy spotykam się ze sporami na temat sensu istnienia uchwał nieistniejących oraz ich relacji do uchwał nieważnych, przypomina mi się scena z filmu „Dzień świra” w reżyserii Marka Koterskiego. W scenie tej ojciec Adaś Miauczyński, grany przez Marka Kondrata, proponuje synowi Sylwusiowi, w którego postać wcielił się Michał Koterski, powtórkę z języka angielskiego. Dialog jest następujący:

– „Może powtórzymy angielski?

– Nie, no co ty, tato?

– No, odmień być.

– No, daj spokój.

– Odmień, no.

– Weź się, tato.

– Bo nie odmienisz.

– Tak, nie odmienię.

– No to odmień. No: I.

– I.

– Am.

– Am.

– I am.

– No wiem, I am.

– You are.

– You are. No, sam powiem.

– Ale nie mówisz.

– Bo ty...

– Co ja? Co ja?

– ...mnie stresujesz.


Ja cię stresuję, ku**a?! Uczysz się tego piąty rok w szkole i na kursach i wszystko to jak krew w piach!

– Ta, krew, od razu.

– I, bo czego to jest odmiana?

– Jak czego?

– No, jakiego słowa?

– No słowa, normalnie.

– Posiłkowego.

– No.

– Jakiego?

– Posiłkowego.

– Jakiego posiłkowego? To...

– Am?

– To be, k**wa, or not to be! O tym też nie słyszałeś?!”.

Marek Koterski wyjaśniał, że „Dzień świra” jest filmem o bólu istnienia najbliższych 5 minut, czyli cytując Sławomira Mrożka: o tym, że najtrudniej jest przeżyć właśnie te następne 5 minut. Męki Sylwusia z odmianą angielskiego słowa posiłkowego „być” przypominają męki doktryny i orzecznictwa prawa spółek z wytyczeniem granic między uchwałami nieistniejącymi a uchwałami nieważnymi zgromadzeń udziałowców spółek kapitałowych.

Męki doktryny i orzecznictwo rodem z „Dnia świra”

Męki doktrynalne są wynikiem dążenia do uporządkowania pojęć wedle precyzyjnego kryterium. Doktryna i orzecznictwo nie tylko poniosły porażkę w owych poszukiwaniach, ale – jak to zwykle bywa – różne głosy doprowadziły do tego, że pojęcia te zaczęły się mieszać. W efekcie pełnomocnicy procesowi zaczęli formułować alternatywne zarzuty wobec uchwał zgromadzeń udziałowców, wskazując na ich nieważność, względnie nieistnienie. Problem praktyczny zaczął narastać wobec wyłączenia w Kodeksie spółek handlowych możliwości wytaczania powództw o stwierdzenie istnienia bądź nieistnienia uchwał zgromadzeń udziałowców poza trybem zaskarżania uchwał określonym w KSH. Podnoszono bowiem, że dopuszczenie do kwestionowania uchwał zgromadzenia udziałowców na zasadach ogólnych dla czynności prawnych, a więc w trybie przewidzianym w Kodeksie postępowania cywilnego, prowadzi do tego, że uchwały takie będą mogły być skarżone bez ograniczeń czasowych i co do kręgu uprawnionych do ich skarżenia. Kodeks spółek handlowych – wzorem Kodeksu handlowego – wprowadza takie ograniczenia w imię przeciwdziałania zbyt szerokiej możliwości podważania uchwał zgromadzeń udziałowców ze szkodą dla stabilności stosunków w spółce, a w konsekwencji dla bezpieczeństwa obrotu.

Sprawę dodatkowo skomplikowało przesądzenie przez Sąd Najwyższy, że orzeczenie sądu w sprawie nieważności uchwały zgromadzenia udziałowców ma charakter konstytutywny z mocą wsteczną, a więc od chwili podjęcia uchwały2. Oznacza to, że do chwili stwierdzenia nieważności uchwały prawomocnym wyrokiem sądu można domniemywać, że wywołuje ona wszelkie skutki prawne. Łatwo się domyślić, jakie to może mieć skutki w stosunkach spółki w warunkach sporu udziałowców i uwikłanych w te spory członków organów spółki. Odmowa wykonania uchwały w okresie do zakończenia sporu generuje ryzyko zarzutu działania sprzecznie z prawem (niewykonywanie wiążących uchwał zgromadzeń udziałowców). Z kolei wykonanie uchwały w sposób oczywisty naruszającej prawo wywołuje pytanie o dochowanie standardu należytej staranności przy prowadzeniu spraw spółki. Zabezpieczenie powództwa o stwierdzenie nieważności uchwały zgromadzenia udziałowców poprzez wstrzymanie wykonalności uchwały jest częściowym wyjściem z sytuacji.

Kolejną komplikację przyniósł spór o nieuregulowany w KSH tryb stwierdzania nieważności uchwał zarządu i rady nadzorczej spółki. Sąd Najwyższy rozstrzygnął, że stosuje się w tym przypadku reguły ogólne dla stwierdzania nieważności czynności prawnych3. Mamy zatem dwa różne tryby podważania uchwał organów kolegialnych spółek, a jedynym kryterium staje się to, czy jest to zgromadzenie udziałowców, czy inny organ spółki. Nie wiadomo jednak, dlaczego wzgląd na stabilność stosunków w spółce oraz bezpieczeństwo obrotu mają uzasadniać ograniczenie w czasie i kręgu osób uprawnionych do podważania uchwał zgromadzeń udziałowców, a takie same względy nie stoją na przeszkodzie dopuszczeniu, aby każdy, kto ma interes prawny, mógł bez ograniczeń czasowych dążyć do eliminacji uchwał zarządu i rady nadzorczej. Nieuchronnie powoduje to rozterki korporacyjnego prawnika kinomana, który wpada w pułapkę niewiedzy w istocie podobną jak Sylwuś w scenie nauki języka angielskiego niepotrafiący odmienić słowa posiłkowego „to be”, co wywołało szekspirowską irytację jego ojca z domieszką „łaciny”: „To be, k**wa, or not to be! O tym też nie słyszałeś?!”. Otóż bowiem okazuje się, że o ile nie mogą istnieć nieistniejące uchwały zgromadzenia udziałowców, to mogą istnieć nieistniejące uchwały zarządu i rady nadzorczej.

Czy nieistnienie istnienia uchwał rozwiązuje dylemat bólu istnienia z „Dnia świra”?

Zasadność wyróżniania uchwał nieistniejących została w końcu zdecydowanie zakwestionowana4. Wszak dylemat „to be or not to be” trzeba w końcu rozstrzygnąć. Celem takiego rozstrzygnięcia jest uzyskanie pewności prawa i zapobieżenie ryzyku obchodzenia zasady ograniczonego w czasie i co do osób prawa zaskarżania uchwał zgromadzenia udziałowców. Jest to zatem na pierwszy rzut oka propozycja atrakcyjna oraz logiczna. Skoro bowiem skutkiem nieważności czynności prawnej jest jej eliminacja z obrotu prawnego z mocą wsteczną, to rozróżnianie czynności nieważnych od nieistniejących nie ma sensu. Cechą czynności prawnej bezwzględnie nieważnej jest wszak jej nieistnienie. Po co zatem mnożyć byty ponad potrzebę, w tym wobec trudności w odróżnieniu uchwał nieważnych od nieistniejących? Intuicja to za mało. Koncepcja uchwał nieistniejących nie powinna być wykorzystywana jako sposób uniknięcia negatywnych skutków uchybienia trybowi na zaskarżenie uchwały zgromadzenia udziałowców, czyli jako swoista druga szansa. Koncepcja uchwał nieistniejących wymknęła się spod kontroli przez nadmierne dopuszczenie jej stosowania w praktyce. Jednak stanowisko kategorycznie odmawiające bytu istnienia nieistniejącym czynnościom prawnym, w tym uchwałom organów kolegialnych, nie rozwiązuje dylematu „Dnia świra”.

Po pierwsze, prawo spółek musi zmierzyć się z silnie zakorzenioną w prawie spółdzielczym doktryną uchwał nieistniejących. Spółdzielnia od strony faktycznej jest podtypem spółki z doskonale rozproszonymi udziałowcami. Efektem tego jest przepis art. 42 § 9 ustawy z 16.9.1982 r. – Prawo spółdzielcze5, który wprost stanowi, że orzeczenie sądu ustalające nieistnienie albo nieważność uchwały walnego zgromadzenia ma moc prawną względem wszystkich członków spółdzielni oraz wszystkich jej organów. Różnica w konstrukcji spółki i spółdzielni nie uzasadnia wyróżniania uchwał nieistniejących wyłącznie w odniesieniu do uchwał organów kolegialnych spółdzielni. Jest to problem ogólny każdej czynności prawnej, w tym uchwał organów kolegialnych wywołujących skutki prawne. Ponadto w art. 29 ust. 5 ustawy z 29.7.2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych6 przewiduje się opłatę stałą w kwocie 2000 zł pobieraną od pozwu w sprawie „o ustalenie istnienia lub nieistnienia uchwały organu spółki”.

Po drugie, i ważniejsze, fakt, że uchwały zgromadzenia udziałowców należą do kategorii czynności wzruszalnych (a więc unieważnialnych), oznacza, iż po upływie oznaczonego czasu na ich zaskarżenie uzyskują one – w imię stabilizacji stosunków w spółce i związanego z tym bezpieczeństwa obrotu – charakter uchwał niewzruszalnych, a więc pomimo ich obiektywnej sprzeczności z prawem zachowują swoją moc prawną7. Należy zwrócić uwagę, że problem „ważności” bądź „nieistnienia” uchwały pojawia się z chwilą nadania jej biegu formalnego, czyli włączenia jej („zaistnienia”) do obrotu prawno-handlowego, np. poprzez zgłoszenie przez zarząd wniosku do sądu o rejestrację. Niekiedy pomimo obiektywnej kwalifikacji określonej uchwały jako nieistniejącej lub bezwzględnie nieważnej podlega ona wykonaniu, gdyż wspólnicy podejmujący taką „uchwałę” dzięki posiadaniu większości kontrolują działania wszystkich organów spółki. Możliwe jest zatem, że uchwała bezwzględnie nieważna lub nieistniejąca zostanie wpisana do księgi uchwał (protokołów), zgłoszona do sądu rejestrowego oraz wykonana. Wtedy powinna być zaskarżona. Problemem nie są bowiem uchwały niewykonywane jako nieistniejące, ale uchwały wykonywane pomimo ich sprzeczności z przepisami prawa. To wywołuje potrzebę praktyki obrotu zwalczania takiej uchwały nie jako wzruszalnej, ale jako uchwały niepodjętej. Praktyce obrotu trudno pogodzić się z koncepcją uzasadnianą dogmatycznie, aby uchwały nieodpowiadające elementarnym wymogom dla zaistnienia w obrocie prawnym (np. uchwały walnego zgromadzenia w spółce akcyjnej niezaprotokołowane przez notariusza, uchwały w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego podjęte zwykłą większością głosów, pomimo że minimum kodeksowe wynosi 3/4 głosów oddanych, uchwały podjęte dzięki głosom dotkniętym sankcją bezskuteczności z mocy prawa, uchwały podejmowane przez osoby niemające statusu udziałowca) mogły korzystać z konstrukcji uchwał wzruszalnych, a więc mieć szansę na trwałe zaistnienie w obrocie dzięki np. upływowi ustawowego terminu na ich zaskarżenie lub korzystać z domniemania skuteczności wynikającego z nadania wyrokowi sądowemu charakteru konstytutywnego.

Wydaje się, że stanowiska wrzucające uchwały nieważne i nieistniejące do tej samej kategorii nie uwzględniają mnogości przypadków praktyki obrotu, dowodzącej, że wszelka definicja w prawie cywilnym jest niebezpieczna, bo rzadko zdarza się, aby nie można było jej obalić. Dogmatyka prawa powinna uwzględniać złożoność rzeczywistości i być otwarta na korekty konstrukcyjne, jeżeli potrzeby praktyki rzetelnie to uzasadniają. Znane jest powiedzenie, że każdy kij ma dwa końce, i tak jest z koncepcją czynności prawnych nieważnych eliminującą koncepcję czynności nieistniejących. Chciałoby się powiedzieć: i tak źle, i tak niedobrze.

Nieważność wymaga zaistnienia, a nieistnienie zakłada… brak zaistnienia

Trzeba odpowiedzieć na pytanie wręcz filozoficzne: czy może istnieć coś, co się nie narodziło? Koncepcja nieważnych czynności prawnych wzruszalnych zakłada, że czynność prawna zaistniała i może uzyskać potwierdzenie swojego bytu dzięki ustawodawcy (upływ terminu na wytoczenie powództwa o stwierdzenie nieważności powoduje z mocy prawa brak możliwości eliminacji czynności prawnej sprzecznej z prawem z obrotu prawnego). Prawo – w imię takich wartości jak względy słuszności i bezpieczeństwo prawne – w określonych przypadkach pozwala „żyć” nieważnej czynności prawnej, a więc „nie uśmierca jej”. W takim ujęciu nieważna czynność prawna ma znaczenie prawne, gdyż zakłada, że zostało złożone oświadczenie woli, które potencjalnie mogło wywołać skutki prawne lub wręcz wywołało takie skutki, które wymagają „odwrócenia” (zniwelowania) lub podtrzymania przy „życiu”. Konstrukcja czynności prawnej wymagająca do jej zaistnienia oświadczenia woli jest naturalną konsekwencją przyznania przez ustawodawcę osobie prawa prywatnego kompetencji do wywołania skutków prawnych. Inną kwestią jest, czy zamiar wywołania skutku prawnego jest udany. Może on być definitywnie nieudany (co do zasady) w przypadku nieważności bezwzględnej. Czynność nieważna bezwzględnie jest czynnością wadliwą. Wadliwość jest definiowana w języku polskim jako stan „mający wady, usterki, defekty, wykazujący braki, błędy, niewłaściwy, nieprawidłowy, niepoprawny”8. Natomiast „nieważny” tłumaczy się jako: „niemający mocy prawnej, nieistotny wobec prawa, przepisów, nieprawomocny; także: nieobowiązujący aktualnie, przedawniony”9.

Z punktu widzenia próby wytyczenia kryterium odróżniającego czynność nieważną od nieistniejącej użyteczne wydaje się odwołanie do interpretacji terminu „nieważność” zaproponowanej przez T. Zielińskiego10. Autor ten próbuje wyjaśnić pojęcie nieważności czynności prawnej, odwołując się do koncepcji logiki dwu- i trójwartościowej oraz teorii wartości i ocen. W świetle tej koncepcji czynność zgodna z prawem ma wartość dodatnią, a czynność sprzeczna z prawem ma wartość ujemną. W każdym przypadku czynność jest wartościowa z punktu widzenia przepisów prawa. Granice autonomii woli osoby prawa cywilnego, czyli jej kompetencji do kształtowania stosunku prawnego, określają, kiedy działanie uprawnionego ma wartość ujemną z powodu sprzeczności z prawem lub zasadami współżycia społecznego, a więc uzyskuje ujemną kwalifikację w świetle przepisów prawa.

Skoro zatem nieważność jest funkcjonalnie powiązana z pojęciem czynności prawnej i wadliwością oświadczenia woli co do jego treści lub formy, to wyróżnienie czynności nieistniejącej ma uzasadnienie wtedy, gdy uda się wykazać, że nieważność i nieistnienie to w znaczeniu cywilnoprawnym dwa autonomiczne pojęcia. Z definicji nieważności jako wadliwości czynności prawnej wynika, że wadliwość skutkująca bezskutecznością całkowitą czynności prawnej może dotyczyć formy i treści oświadczenia woli składającego się na czynność prawną. Wada co do treści lub formy (np. dokonanie czynności z przekroczeniem kompetencji) nie uzasadnia zatem jeszcze wyróżnienia czynności nieistniejącej jako swoistej, autonomicznej czynności. Wydaje się zatem, że o czynnościach nieistniejących, jako kategorii występującej w opozycji do czynności prawnych nieważnych, można by mówić (zakładając, że ma to praktyczne uzasadnienie) wyłącznie wtedy, gdy czynność nieistniejąca nie zawiera w sobie koniecznego elementu czynności prawnej, jakim jest oświadczenie woli. Tak rozumiana czynność nieistniejąca byłaby zatem nie tyle czynnością wadliwą pod względem formy lub treści pomimo potencjalnej zdolności składającego oświadczenie woli do wywołania skutków prawnych, ale po prostu czynnością prawnie „pustą” jako pozbawiona koniecznego składnika, jakim jest oświadczenie woli. Stosując zatem kryterium wartościowania zaproponowane przez T. Zielińskiego, należy dojść do wniosku, że czynność nieistniejąca byłaby czynnością niemającą ani dodatniej, ani ujemnej wartości prawnej, gdyż prawnie byłaby obojętna.

W takim przypadku rodzi się oczywiście pytanie o sens wyróżniania czynności prawnie obojętnej (prawnie „pustej”). W konstrukcji czynności prawnej nieważnej bezwzględnie opartej na art. 58 KC wyróżnianie czynności nieistniejących nie ma żadnego sensu, gdyż są one pozbawione wartości prawnej, a więc nie wymagają ani dodatniej, ani ujemnej oceny. Sens taki ujawnia się w przypadku czynności wzruszalnych ze względu na wpisany w ich istotę byt istnienia w imię względów słuszności i bezpieczeństwa obrotu.

Uchwała nieistniejąca „robi różnicę”

Jest taki angielski zwrot: „to make a difference”. W wolnym tłumaczeniu można to rozumieć jako: „czynić nową jakość w stosunku do zastanego stanu rzeczy”. Jedynym sensownym kryterium wyróżnienia uchwał nieistniejących od uchwał unieważnialnych jest brak występowania w ich przypadku oświadczenia woli wspólnika/akcjonariusza. W przypadku uchwał organów kolegialnych brak oświadczenia woli wystąpi np. w razie braku kworum lub wymaganej większości głosów (w tym z powodu udziału w głosowaniu osób nieuprawnionych) lub w razie braku zachowania formy wymaganej dla ważności uchwały (np. brak zaprotokołowania w formie aktu notarialnego uchwał podjętych na walnym zgromadzeniu spółki akcyjnej lub spółki komandytowo-akcyjnej). W takim ujęciu przypadki uchwał nieistniejących będą bardzo nieliczne, co zabezpiecza przed ich nadużywaniem dla obejścia konstrukcji zaskarżalności uchwał zgromadzeń spółek kapitałowych ustanowionej w Kodeksie spółek handlowych. W takim ujęciu nieważność staje się cechą uchwały istniejącej, ale sprzecznej z prawem, a więc wymagającej eliminacji z obrotu prawnego. Uchwała nieistniejąca to przypadek czynności konwencjonalnej, która nie ma zdolności do poddania ocenie w kategorii istniejącej uchwały wadliwej, a zatem nie zasługuje na ocenę ani pozytywną, ani negatywną. Modelowym przykładem są poddawane pod głosowanie projekty uchwał organów kolegialnych, które nie zostały podjęte z powodu braku kworum lub braku wymaganej większości głosów. W takim przypadku nie dochodzi do podjęcia uchwały, a uchwała niepodjęta nie ma zdolności bycia wadliwą, ponieważ po prostu nie została podjęta. Badanie sądowe wadliwości projektu uchwały jest z punktu widzenia skutków prawnych, jakie miałby on wywoływać, zbyteczne, ponieważ projekt uchwały nie wchodzi do obrotu prawnego. Uchwały nieważne wzruszalne są to zatem uchwały podjęte, które wymagają eliminacji z obrotu prawnego mocą orzeczenia sądowego z powodu ich ujemnej oceny. Uchwały nieistniejące to po prostu uchwały niepodjęte, które próbuje się wprowadzić do obrotu prawnego.

Na pytanie: „to be or not to be”, można zatem, z korzyścią dla praktyki obrotu i założeń systemu zaskarżania uchwał organów kolegialnych, odpowiedzieć „to be” dla zaistniałych wzruszanych uchwał nieważnych i „not to be” dla niepodjętych, a więc naprawdę nieistniejących co najwyżej projektów uchwał organów kolegialnych. Pozwoli to nam uniknąć dylematu „Dnia świra”.


* Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, wspólnik w Kancelarii Romanowski i Wspólnicy, w latach 2006–2015 członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, w tym przewodniczący podkomisji KKPC ds. prawa spółek.

  1. Zob. M. Romanowski, Unieważnienie emisji akcji w spółce publicznej, PiP Nr 2/1998, s. 51; zob. też M. Romanowski, Kilka uwag praktycznych na temat koncepcji uchwał nieistniejących, MoP Nr 6/2011, s. 342 i n.
  2. Zob. uchwałę SN (7) z 18.9.2013 r., III CZP 13/13, Biul. SN Nr 9/2013.
  3. Uchwała SN (7) z 18.9.2013 r., zob. przyp. 2, w której SN uznał, że stosuje się tu art. 189 KPC w zw. z art. 58 KC.
  4. Zob. S. Sołtysiński, Czy „istnieją” uchwały „nieistniejące” spółek kapitałowych i spółdzielni, PPH Nr 2/2006, s. 4 i n.
  5. T. jedn.: Dz.U. z 2017 r. poz. 1560 ze zm.
  6. T. jedn.: Dz.U. z 2018 r. poz. 300 ze zm.
  7. Wyjątkiem jest obrona przed takimi uchwałami w drodze zarzutu, który jednak nie eliminuje tychże z obrotu prawnego, ale prowadzi do odmowy ich zastosowania wobec podnoszącego zarzut (zob. art. 425 § 4 KSH).
  8. S. Dubisz, Uniwersalny słownik języka polskiego PWN. T. 5, Warszawa 2003, s. 8.
  9. Ibidem, s. 1185.
  10. T. Zieliński, Znaczenie terminu „nieważność” w języku prawniczym, „Krakowskie Studia Prawnicze” 1970, t. 3, s. 58–59.
Ocena artykułu:
Oceniono 0 razy
Oceniłeś już ten artykuł.
Artykuł został oceniony.
Podziel się ze znajomymi
Artykuł:
O istnieniu nieistniejących uchwał – czyli o bólu istnienia jak w „Dniu świra” w ujęciu <em>Sławomira Mrożka</em>
Michał Romanowski
Do:
Od:
Wiadomość:
Zaloguj się lub zarejestruj, aby dodać komentarz.
 
Wyrok V CSK 283/10
Obliczanie terminu przedawnienia roszczenia o zachowek
Zamów
 

Prenumerata

Moduł tematyczny