Najmądrzejszy jest, który wie, czego nie wie – czyli co by powiedzieli Sokrates i Kisielewski o prawie do zadawania pytań prawnych

A A A

Jak donosi prasa1, grupa kilkudziesięciu posłów partii rządzącej złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego zmierzający do likwidacji pytań prawnych. Prasa trafnie dostrzega, że: „Choć (…) wniosek posłów (…) dotyczy politycz­nego sporu, może zniszczyć jedno z lepszych narzędzi w rękach sędziów”, ponieważ – i tu znowu cytat z prasy – „Pytania prawne rozgościły się w sądach na dobre i jeśli miały krytyków, to za to, że na wiele z nich Sąd Najwyższy formalnie nie odpowiada”2. Zresztą dość klarowny jest już tytuł cytowanego artykułu prasowego: „Likwidacja pytań prawnych może podciąć Temidę”.

W czym rzecz?

Wniosek posłów został złożony w reakcji na uchwałę SN (7)3 podjętą po rozpoznaniu pytania prawnego zadanego przez 3 sędziów SN. W uchwale tej SN uznał, że prezydenckie prawo łaski może być stosowane wyłącznie wobec prawomocnie skazanych, zaś zastosowanie prawa łaski przed datą prawomocności wyroku nie wywołuje skutków procesowych. Istotą problemu była kwestia, czy Prezydent RP może ułaskawiać także osoby skazane nieprawomocnym jeszcze wyrokiem sądu, a jeżeli nie – to czy SN może badać kasację na niekorzyść takich osób. Pytanie prawne związane było z ułaskawieniem w 2015 r. przez Prezydenta RP m.in. byłego szefa CBA skazanego nieprawomocnie za nielegalne działania CBA w tzw. aferze gruntowej z 2007 r. Nigdy wcześniej Prezydent nie ułaskawił nikogo przed prawomocnym wyrokiem sądu. Impulsem do złożenia wniosku było także pytanie prawne do SN w sprawie prawidłowości powołania przez Prezydenta RP sędziego TK na stanowisko Prezesa TK. Ewentualne uznanie instytucji pytania prawnego za sprzeczną z Konstytucją w największym stopniu wpłynie na praktykę orzekania sądów cywilnych, ponieważ sądy te zadają najwięcej pytań prawnych.

Co zarzuca się instytucji pytania prawnego?

Jak donosi cytowana już prasa: „Zdaniem autorów wniosku do Trybunału Konstytucyjnego procedura pytań prawnych pozwala generować problemy quasi-polityczne i narzucać stanowisko SN (NSA) nie tylko autorom pytania. Przesuwa też władzę sądzenia ze zwykłego sądu do sędziowskiej góry”.

We wniosku złożonym przez grupę posłów partii rządzącej podniesione zostały w istocie dwa zarzuty, które mają przemawiać za zasadnością uznania przepisów o pytaniach prawnych za niekonstytucyjne:

1) naruszenie zasady niezawisłości sędziego wobec faktu, że sędziowie podlegają jedynie Konstytucji i ustawom. Instytucja pytania prawnego, zdaniem wnioskodawców, powoduje bowiem, że SN i NSA mają prawo do ingerencji w treść orzeczenia sądu w drodze narzucenia sędziemu wiążącej wykładni określonego zagadnienia prawnego;

2) naruszenie zasady prawidłowej legislacji wobec faktu, że pojęcie pytania prawnego jest zwrotem ogólnym i nieostrym. Wnioskodawcy podnoszą, że niedookreślone pojęcie zagadnienia prawnego daje zbyt daleko idącą swobodę SN i NSA w zakresie możliwości rozpoznawania pytań prawnych. Ma to stwarzać ryzyko, że SN i NSA mogą wykraczać poza swoją kognicję, wydając rozstrzygnięcia arbitralne, poza granicami prawa.

Prawo prywatne potrzebuje efektywnego mechanizmu rozsądzania sporów

Leonardo da Vinci powiedział, że: „Nic nie zawodzi bardziej niż sąd własny”. W polskiej kulturze istotę tej obserwacji dobrze ilustruje kultowe powiedzenie: „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”, z filmu komediowego „Sami swoi”. Strony sporu, a spór jest wpisany w istotę stosunków między osobami prawa prywatnego, ale także w istotę relacji między państwem a jednostką, mają naturalną tendencję do poszukiwania rozstrzygnięć korzystnych dla siebie. W prawie prywatnym pole do sporów jest szczególnie duże. W istotę prawa prywatnego jest bowiem wpisany indywidualizm, a więc dążenie do realizacji indywidualnych (partykularnych) interesów, co wymaga nieustannego konfrontowania sprzecznych interesów indywidualnych i korygowania ich z takim wartościami jak słuszność i bezpieczeństwo obrotu. Poszukiwanie rozwiązania słusznego zazwyczaj wymaga kompromisu, a usatysfakcjonowanie obu stron sporu nie zawsze bywa możliwe. Co więcej, kryteria słuszności i granice kompromisu były, są i będą przedmiotem nieustannych sporów. Każda propozycja rozwiązania sporu kogoś będzie zadowalać, a u kogoś innego wywoływać sprzeciw. W prawie, w tym w prawie cywilnym, spór o granice między dozwolonym i niedozwolonym, moralnym i niemoralnym trwał od zawsze i będzie trwał, bo granic tego, co dozwolone i tego, co słuszne, nie da się ustalić raz na zawsze. Wszak glosatorzy od wieków wywierali, i wywierają oraz będą nadal wywierać wpływ na interpretację tekstów prawnych, a przez to na prawodawcę i sądownictwo.

Prawo prywatne, w tym prawo handlowe, staje się przy tym coraz bardziej skomplikowane wraz ze wzrostem złożoności stosunków cywilnoprawnych i prawno-handlowych. Właściwe odczytywanie i stosowanie takich pojęć, jak zasada autonomii woli, zasada słuszności, zasada bezpieczeństwa obrotu, zasada swobody umów, zasada jednakowego traktowania wspólników, właściwe stosowanie reguł wykładni oświadczeń woli i umów, interes spółki, natura stosunku prawnego, dobre obyczaje, zasady uczciwego obrotu, obowiązek lojalności, należyta staranność, bezzwłoczność, powoduje, że stosowanie prawa jest sztuką wymagającą najwyższych kompetencji. Na kompetencje te składa się suma koniecznej wiedzy, wielu lat doświadczenia, wyobraźni, krytycyzmu, zdrowego rozsądku oraz pokory wobec zróżnicowanych stanów faktycznych, których jedna osoba nie jest w stanie objąć. Do tego dochodzi zjawisko, które w języku angielskim określa się jako path dependence (ścieżka zależności), ukazujące wpływ decyzji podejmowanych w przeszłości i ich skutków na decyzje podejmowane w teraźniejszości, co lapidarnie można podsumować, że „history matters” (przeszłość ma znaczenie). Zjawisko to można chociażby zaobserwować na przykładzie wpływu prawa rzymskiego na prawo prywatne czy rozwoju prawa spółek w kontekście corporate governance.

Sprawa jest poważna, ponieważ dotyczy fundamentów, czyli prawa do sądu

Nie ma dla prawa prywatnego i jego stosowania nic groźniejszego niż brak efektywnego mechanizmu merytorycznego rozstrzygania sporów. Cyceron powiadał: „Bądźmy niewolnikami prawa, abyśmy mogli być wolni”. Gustaw Radbruch z kolei wskazywał, że: „Prawo jest jak chleb powszedni, jak woda do picia i powietrze do oddychania, a najlepsze w demokracji jest to, że tylko ona nadaje się do zabezpieczenia państwa prawa”. Wynika stąd, że sądy stoją na straży naszej wolności do kształtowania własnej sytuacji prawnej i faktycznej, czyli naszego życia. W razie sporu obiektywny osąd własny zawodzi, stąd potrzeba tworzenia sądowych i pozasądowych form rozstrzygania sporu z udziałem tzw. czynnika obiektywnego. Nikt nie może być dlatego sędzią we własnej sprawie, bez względu na to, czy jest to osoba prawa prywatnego, osoba prawa publicznego, czy organ władzy państwowej lub samorządowej.

W demokratycznym państwie prawa każdy ma prawo zgłosić wątpliwości co do konstytucyjności dowolnej instytucji prawnej. Znany jest cytat – niesłusznie przypisywany Wolterowi – „Nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale po kres moich dni będę bronił Twojego prawa do głoszenia własnych poglądów”. Polemikę wywołuje zatem nie fakt podniesienia zarzutów wobec konstytucyjności pytań prawnych, ale sposób ich uzasadnienia. Uzasadnienie to dowodzi bowiem głębokiego niezrozumienia związku między niezawisłością sędziowską a kontrolą merytoryczną niezależnego, niezawisłego i bezstronnego sądu sprawowaną przez… niezależny, niezawisły i bezstronny sąd, czyli istoty nadzoru judykacyjnego (orzeczniczego). Uznanie instytucji pytania prawnego za naruszenie niezawisłości sędziego konsekwentnie wymuszałoby uznanie za niekonstytucyjne takich instytucji prawa procesowego, jak powaga rzeczy osądzonej, apelacji, kasacji, prejudykatu czy zasady z art. 386 § 6 KPC, stosownie do której ocena prawna i wskazania co do dalszego postępowania wyrażone w uzasadnieniu wyroku sądu II instancji wiążą zarówno sąd, któremu sprawa została przekazana, jak i sąd II instancji przy ponownym rozpoznaniu sprawy, a także moc zasady prawnej uchwały składu 7 sędziów SN. Dodatkowo oznaczałoby to, że sprzeczne z Konstytucją jest zadawanie pytań prawnych Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej, dotyczących interpretacji prawa Unii Europejskiej. Notabene ryzyko arbitralności orzeczeń wydawanych przez sąd najwyższej instancji, czy będzie to sąd odwoławczy, od którego orzeczenia nie przysługuje skarga kasacyjna, czy Sąd Najwyższy, jest wpisane w system wymiaru sprawiedliwości i prawo do sądu. Wszak konstytucyjne prawo do sądu zakłada, że nie można bez końca odwoływać się od orzeczenia sądu. Prawo do sądu nie oznacza prawa do uzyskania orzeczenia, aż okaże się ono korzystne, ale prawo do rozpoznania sprawy w rozsądnym czasie przez bezstronny, niezależny i niezawisły sąd, a więc prawo do uzyskania orzeczenia sprawiedliwego. W system zakładający skończoną liczbę szczebli odwoławczych jest zatem wpisane systemowe ryzyko arbitralności sądu, którego orzeczenie kończy definitywnie spór w myśl powiedzenia: „Roma locuta causa finita”.

Fakty dowodzą, że polski Sąd Najwyższy bardzo ostrożnie korzysta z udzielania odpowiedzi na pytania prawne. W 2016 r. SN odpowiedział na 100 pytań prawnych, a na 65 odmówił udzielenia odpowiedzi. Wynika stąd, że z jednej strony instytucja pytania prawnego jest praktycznie doniosła, skoro w około 60% przypadków znalazła zastosowanie, ale z drugiej strony, że Sąd Najwyższy z dużą rozwagą zwalnia sąd zadający pytanie prawne z obowiązku samodzielnego rozstrzygnięcia zagadnienia prawnego, skoro w około 40% przypadków odesłał pytania prawne bez formalnej odpowiedzi.

Niezawisłość sędziego nie oznacza braku poddania kontroli merytorycznej jego orzeczeń

Niezawisłość sędziego w zakresie orzekania oznacza wolność sędziego od wpływów zewnętrznych ze strony władzy wykonawczej, ustawodawczej, a także sądowniczej. Chodzi o to, aby w interesie jednostki, która ma prawo do rozpatrzenia sprawy przez niezależny, niezawisły i bezstronny sąd, a więc do sprawiedliwego wyroku sądowego, żadna władza – czy to rząd, czy parlament, czy prezes sądu – nie miała prawa do władczego wydawania poleceń sędziemu, jaki ma wydać wyrok w konkretnej sprawie. Zakazu wydawania sędziemu poleceń, jaki ma wydać wyrok w konkretnej sprawie, nie należy jednak mylić z naturą nadzoru judykacyjnego, czyli kontroli merytorycznej nad orzeczeniami wydawanymi przez sądy przy poszanowaniu, że sąd rozpatrujący sprawę może wydać wyrok taki, jaki uzna za właściwy. Nadzór judykacyjny ma wprost swoją podstawę w Konstytucji RP (art. 176 i 183 ust. 1).

Sędziowie także popełniają błędy, w tym istotne i rażące, co do interpretacji stanu prawnego lub oceny stanu faktycznego. Sędziowe nie są wyłączeni spod krytyki. Błędy te wymagają korekty w interesie każdego, kto korzysta z konstytucyjnego prawa do sądu, czyli prawa do uzyskania wyroku sprawiedliwego. Temu służy nadzór judykacyjny, czyli merytoryczna, a nie władcza, kontrola nad orzeczeniami sądów niższych instancji sprawowana przez niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Niezawisłość i niezależność sądu nie oznaczają nieomylności sądu, a więc jego odpowiedzialności wyłącznie przed Bogiem i historią. Sędzia federalnego Sądu Najwyższego USA Robert H. Jackson trafnie zwrócił uwagę, że: „Nasze decyzje nie są ostateczne, ponieważ jesteśmy nieomylni, ale jesteśmy nieomylni, ponieważ nasze decyzje są ostateczne”. Słynny francuski pisarz pochodzenia włoskiego Emil Zola powiadał: „Czymże jest bowiem rewizja procesu, jeżeli nie nowym procesem wytoczonym pierwszym sędziom?”.

A może to ograniczenie wyłączności sędziego w rozstrzygnięciu sprawy?

W przypadku pytań prawnych warto zwrócić dodatkowo uwagę, że to sąd zadający pytanie swobodnie decyduje, czy samodzielnie rozstrzygnąć zagadnienie prawne, czy zwrócić się z pytaniem do SN. Zarzut ograniczenia wyłączności sędziego w rozstrzygnięciu sprawy jest zatem niezrozumiały. Posłowie posługujący się takim argumentem nie dostrzegają, że konstytucyjne prawo do sądu obejmuje prawo do skarżenia orzeczeń niezawisłych, bezstronnych i niezależnych sądów, a środki odwoławcze i pytania prawne są kierowane do niezawisłych, bezstronnych i niezależnych sądów. Zasada, stosownie do której sąd ma wyłączność na rozstrzygnięcie sprawy do niego skierowanej, nie oznacza bezwzględnej wyłączności sędziego I instancji czy sądu odwoławczego, ale bezwzględną wyłączność niezależnego, niezawisłego i bezstronnego systemu wymiaru sprawiedliwości. Wszak kontrola merytoryczna orzeczeń sądu I i II instancji jest gwarancją konstytucyjnego prawa do sądu, a niezawisłość sędziego nie jest jego przywilejem osobistym, ale gwarancją dla jednostki rozpoznania sprawy przez niezawisły, bezstronny i niezależny sąd. Najważniejszym ograniczeniem niezawisłości sędziego pozostaje jego sumienie. Zadanie pytania prawnego stanowi wyraz odpowiedzialności i pokory sędziego wobec własnej nieomylności oraz dążenie w interesie stron sporu do minimalizacji ryzyka wzruszenia wydanego przez niego orzeczenia z powodu wadliwie rozpoznanego zagadnienia prawnego. W konsekwencji chodzi o przyspieszenie i przewidywalność oraz sprawiedliwość definitywnego rozstrzygnięcia sprawy.

Notabene interesujące będzie stanowisko TK w szczególności, że nie tak dawno, bo w wyroku z 8.11.2016 r.4, orzekł on, że związanie sądu I instancji oceną prawną i wskazaniami dokonanymi przez sąd II instancji nie tylko nie narusza prawa do sądu i niezawisłości sędziowskiej, ale powoduje, że prawo do sądu jest realizowane w sposób efektywniejszy, niż miałoby to miejsce w przypadku braku takiego unormowania. A przecież instytucja związania sądu I instancji oceną prawną i wskazaniami sądu II instacji jest znacznie dalej idąca niż instytucja niewymuszonego pytania prawnego.

Nieostrość to nie to samo co wieloznaczność

Co do zarzutu nieostrości pytania prawnego jako instytucji to – jak sądzę – wynika on z niezrozumienia, w kontekście zasad prawidłowej legislacji, czym jest nieostrość jako świadomy zabieg legislacyjny, a czym jest błąd legislacyjny. Krytyka ujęcia terminu „zagadnienie prawne” jako zwrotu niedookreślonego wynika, jak się wydaje, z błędnego utożsamienia go ze zwrotem wieloznacznym. Wieloznaczność jest cechą naturalną języka, którym się posługujemy. Wieloznaczny tekst prawny stanowi wyraz porażki ustawodawcy (zawinionej lub nieuniknionej, ponieważ słowo często zaczyna żyć własnym życiem, a jego znaczenie zmienia się w zależności od kontekstu, czasu i okoliczności zastosowania). Użycie zwrotu niedookreślonego w tekście prawnym stanowi natomiast wyraz świadomej decyzji twórcy tekstu, który w ten sposób dąży do zachowania niezbędnej elastyczności normy prawnej ze względu na naturę zjawiska poddanego regulacji. Chodzi o zagwarantowanie możności zastosowania normy do wielu zróżnicowanych stanów faktycznych, których nie da się skatalogować (sformatować). Technika zwrotu niedookreślonego w tekście prawnym jest przykładem zrozumienia przez prawodawcę angielskiego powiedzenia „one size does not fit all”. Zwrot niedookreślony wymaga „szycia na miarę” konkretnego przypadku. Konstrukcja ta wywołuje u wielu w istocie dyskomfort poznawczy, ponieważ zmusza do wysiłku i, co trudniejsze, przyjęcia odpowiedzialności za wynik konkretyzacji tego zwrotu. Zwrot niedookreślony zawsze stawia wyżej poprzeczkę w procesie stosowania prawa, ponieważ wymaga odczytania jego treści, czyli zdiagnozowania rzeczywistego stanu rzeczy, a nie prostego odczytania przepisu. Zwrot niedookreślony wiąże się oczywiście z pewnym luzem decyzyjnym stosującego prawo. Nie należy tego jednak mylić z dowolnością oceny. Zwroty niedookreślone są nazywane w teorii prawa jako zwroty szacunkowe (kwalifikacja danego zdarzenia według kryteriów szacowania wobec braku mierzalnych kryteriów kwalifikacji). Zwroty szacunkowe są często nazywane ocennymi, co niektórych prowadzi do błędnego wniosku, że w myśl zasady „de gustibus non est disputandum” odczytanie jego treści nie wymaga uzasadnienia. Jednak nadanie zwrotowi niedookreślonemu konkretnego znaczenia w diagnozowanym rzeczywistym stanie rzeczy wymaga uzasadnienia odpowiadającego dwóm warunkom: ustalenie kryteriów dokonywania szacowania oraz granicy nieostrości badanego zwrotu.

Z tego punktu widzenia obowiązująca konstrukcja pytań prawnych nie wywołuje zastrzeżeń. Przedmiotem pytania prawnego mogą być bowiem wyłącznie istotne wątpliwości w zakresie wykładni obowiązującego prawa. Pytanie prawne musi dotyczyć kwestii prawnej, a nie faktycznej. Dodatkowo pytanie prawne skierowane do SN musi mieścić się między ustaleniami faktycznymi dokonanymi w konkretnej sprawie a treścią tego pytania, a więc nie może być zadane abstrakcyjnie, w oderwaniu od sprawy rozpatrywanej przez sąd zadający je. Musi ono dotyczyć istotnego problemu interpretacyjnego, tj. takiego, który dotyczy np. przepisu rozbieżnie interpretowanego w praktyce sądowej, przepisu o oczywiście wadliwej redakcji lub niejasno sformułowanego, umożliwiającego przeciwstawne interpretacje, co jest niekorzystne dla funkcjonowania prawa w praktyce.

Co by powiedział Stefan Kisielewski?

Istotą problemu nie jest spór o treść. Co więcej, spór o treść w polityce, w nauce prawa czy innych dziedzinach życia jest pożądany, gdy ma charakter ad meritum, a nie ad personam. Spór w nauce, w prawie i w polityce toczył się, toczy i będzie się toczył, jeżeli jego celem jest poszukiwanie rozwiązania słusznego. Spory w polityce i w nauce prawa nie trwałyby tak długo, a raczej nie byłyby wieczne, gdyby słuszność była tylko po jednej stronie. Spór jest cnotą, którą warto pielęgnować. Łatwo jest bowiem wyłącznie o zgodę w sprawach, które nas nie dotyczą. Początkiem końca konstruktywnego sporu, który warto pielęgnować, jest porzucenie dialogu, a więc „głodu” słuchania racji odmiennych. Gdy głód ów jest zaspokojony, zaczyna się problem. Owidiusz już powiadał: „Fas est et ab hoste doceri”, co znaczy, że: „Wolno uczyć się nawet od wroga”. Poprawiając Owidiusza, należałoby rzec, że: „Należy uczyć się nawet od wroga”. Spór przestaje być sporem, gdy jedna lub obie strony podważają reguły jego prowadzenia. Okazuje się, że prawo prywatne może także dostać przysłowiowym odłamkiem, gdy w myśl powiedzenia: „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”, jedna ze stron sporu politycznego dla przeforsowania swoich racji jest gotowa rozmontować mechanizmy rozstrzygania sporów w prawie prywatnym.

Stefan Kisielewski w „Dziennikach” opisujących rzeczywistość PRL-u w latach 1968–1980, wydanych w 1996 r., powiadał, że: „Polska przedwojenna była niejednolita, pełna dysproporcji, konfliktów, nieraz ubóstwa, rządzona niezbyt dobrze, z elit władzy dość przypadkowa. Niemniej jednak był to kraj normalny, w żaden sposób nie można by go określić jako dom wariatów. Natomiast Polska dzisiejsza to niewątpliwy i klasyczny dom wariatów”. Słowa te zaskakują swoją aktualnością. Nie należy bowiem podcinać gałęzi, na której się siedzi.

Co do niezawisłości sędziego, to jej najpoważniejszym ograniczeniem pozostaje jego sumienie. Niedostatek sumienia prowadzi do nadużycia niezawisłości, ale przecież u podstaw dobrowolnie zadanego przez sąd pytania prawnego nie stoi konflikt sumienia, ale dążenie do wydania wyroku sprawiedliwego.

 

* Profesor Uniwersytetu Warszawskiego, wspólnik w Kancelarii Romanowski i Wspólnicy, w latach 2006–2015 członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, w tym przewodniczący podkomisji KKPC ds. prawa spółek.



  1. M. Domagalski, Likwidacja pytań prawnych może podciąć Temidę, Rzeczp. z 13.6.2017 r., s. C2.
  2. Ibidem.
  3. Uchwała SN (7) z 31.5.2017, I KZP 4/17, Biul. SN Nr 5/2017.
  4. P 126/15, Dz.U. poz. 2201.
Ocena artykułu:
Oceniono 0 razy
Oceniłeś już ten artykuł.
Artykuł został oceniony.
Podziel się ze znajomymi
Artykuł:
Najmądrzejszy jest, który wie, czego nie wie – czyli co by powiedzieli <em>Sokrates</em> i <em>Kisielewski</em> o prawie do zadawania pytań prawnych
Michał Romanowski
Do:
Od:
Wiadomość:
Zaloguj się lub zarejestruj, aby dodać komentarz.
 
Wyrok V CSK 283/10
Obliczanie terminu przedawnienia roszczenia o zachowek
Zamów
 

Prenumerata

Moduł tematyczny